sobota, 27 czerwca 2015

TAG: czytelnicze nawyki


Jeśli ktoś tu kiedyś jest to witam bardzo serdecznie!

Tag jest stary, krąży po YT, po blogach, w booksferze go sporo. I przyszło mi na myśl, że może,
może kiedyś.
Tylko może.
Jeśli ktoś tutaj wstąpi to będzie chciał się czegoś o mnie dowiedzieć? No i nie ukrywajmy - robienie tagów to dobra rozrywka dla mnie. Hehe.

Tak więc, pomimo, że miło byłoby podzielić się swoimi czytelniczymi nawykami z kimś, ja zrobię to z bezludnym światem Książkowych Perorów. Zapraszam bezludny świecie!

Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania? 
Nie koniecznie. Najczęściej podsuwam sobie fotel pod (otwarte) okno i opatulam się kocem. Kocham czytać przy naturalnym świetle, jednak, kiedy jest już ciemno albo mama nie udostępni mi fotela, bo niestety muszę zabierać go z dużego pokoju, czytam w łóżku. Tam spędzam godziny wbita w róg z poduszką za plecami.

Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru?
Jeśli mówimy o takiej profesjonalnej, pięknej zakładce to żadnej nigdy nie miałam, ale jeśli o takich prostokątnych kawałkach sztywnego papieru - zazwyczaj mam go w książce, więc raczej tak, używam zakładki. Chociaż zdarzają się świstki papieru, długopisy, lub przypadkowe przedmioty.

Czy możesz po prostu skończyć książkę, czy musisz dojść do końca rozdziału lub okrągłej liczby stron?
Mogę od razu skończyć książkę.

Czy pijesz lub jesz w trakcie czytania książki?
Piję, ale raczej nie jem, Chyba, że książka jest tak genialna, że ABSOLUTNIE nie mogę się oderwać.

Czy jesteś wielozadaniowa? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film w trakcie czytania?
Potrafię, ale tego nie robię. Nie lubię. Wolę całkowicie skupić się na świecie przedstawionym. Ewentualnie słucham soundtracków podczas czytania (i mam na myśli taki soundtracki melodyjne, orkiestrowe, no wiecie), ale to właśnie żeby odciąć się od reszty świata i żeby żadne dźwięki z zewnątrz lub głosy mi nie przeszkadzały.

Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Generalnie to jedną, ale zdarza mi się też rozpocząć drugą. Na przykład kiedy czytam jakieś, wyjątkowo nużące, tomiszcze, wybieram jeszcze jedną, lekką książkę, przy której trochę odetchnę.

Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Cóż, tutaj odpowiedź jest trudna, bo ja mało z domu wychodzę. Ale no czytam w poczekalniach, w szkole, czasem jak pojedziemy z mamą do szkółki leśnej, posiedzieć na świeżym powietrzu to tam czytam. Tak właściwie takie czytanie wśród drzew kocham najbardziej.
Jednak głównie czytam w domu.

Czy czytasz na głos, czy w myślach? 
I to, i to. Na głos to najczęściej kiedy nie mogę przyswoić jakiegoś tekstu, ale też jeśli mam jakąś taką obezwładniającą potrzebę usłyszenia tego, co akurat przeczytałam.

Czy czytasz naprzód, sprawdzasz zakończenie lub pomijasz fragmenty książki?
Naprzód to tylko tak sobie czasem lekko kartkuję, kiedy chcę zobaczyć, czy bohater, którego pokochałam nie umarł. Zakończeń nie sprawdzałam chyba nigdy, a fragment pominęłam raz, ale wolę nie wspominać w jakiej książce, bo wszyscy ją kochają. Pomijanie fragmentów nie jest u mnie powszechne, ale zdarza się, kiedy bohater lub narrator powtarza coś po raz setny i jA JUŻ NAPRAWDĘ UGH.

Czy zginasz grzbiet książki?
Lubię, kiedy widać, że książki były czytane. Mój Harry Potter, na przykład, mimo, że wiekowy i przeszedł przez wiele rąk, wygląda jakby czytany był ledwo raz. I wcale mi się to nie podoba, no nie wiem. Jednak są książki tak piękne, gdzie za nic nie dam wygiąć grzbietu!

To wszystko. Mam nadzieję, że w tekście nie porobiłam jakiś rażących błędów, bo muszę uciekać i nie zdążę nic poprawić. Aha! I jeśli ktoś chciałby podzielić się ze mną swoimi nawykami - zapraszam. 
Trzymajcie się:*

piątek, 26 czerwca 2015

BYLIŚMY ŁGARZAMI – E. LOCKHART


Baaardzo dużo osób wypowiadając się o Łgarzach czuło się rozczarowanych. A mnie wydaje się, że ludzie źle podchodzą do tej pozycji i niepotrzebnie z góry czegoś oczekują.

Od początku. Rodzina Sinclairów. Piękni, bogaci, wychowani, jednym słowem idealni. Jednak, jak można się domyśleć, to tylko pozory. Bowiem każda księżniczka ma swoje tajemnice.

Cadence - główna bohaterka i zarazem narratorka oraz członkini tytułowych łgarzy - przedstawia nam świat oczyma zniszczonej bogactwem i chorobą nastolatki, która stara żyć tak, jak kiedyś, ale przede wszystkich sprzeciwia się tradycjom i ogólnoprzyjętym zwyczajom Sinclairów. Byliśmy łgarzami to przykład idealnej rodzinki przybierającej maski w zależności od okazji. Nikt tutaj nie jest prawdziwy.

Nie akceptuj zła, które możesz zmienić. 

Boję się dużo mówić, żeby nie zaspoilerować niczego, bo o to tutaj nie trudno. Muszę wspomnieć, że książka ta jest zaplanowana od A do Z. Uświadomiłam sobie to po przeczytaniu ostatniej strony - tutaj każde zdanie miało znaczenie. Naprowadzało nas.

To czy treść Byliśmy łgarzami będzie miała dla kogoś jakąś wartość zależy, wydaje mi się, tylko od tej osoby. Dla niektórych zapewne tylko egzaltowana nastolatka zaznaczyłaby sobie w niej jakiś fragment, a dla innych - takich jak ja na przykład - znajdzie się kilka ciekawych cytatów. Takich, powiedziałabym, ukrytych perełek.

Ważna lub nawet i najważniejsza jest w tej książce tajemnica. Rozwiązanie jej przychodzi dość późno, ale pod żadnym pozorem nie jest to minusem! Akcja cały czas brnie do przodu, pod koniec tyle się dzieje, że to wręcz silnie w nas uderza i - w moim przypadku - szokuje. Do tego WIELKI plus: styl autorki, który jest... piękny. Lockhart wręcz w hipnotyzujący sposób bawi się językiem, przy czym nie używając męczącego słownictwa. Używa wielu metafor, które bywają mylące. Naprawdę nie mogłam się oderwać.

Do Byliśmy łgarzami podchodziłam chwilę. Przede wszystkim przez te wszystkie rozczarowania, o których słyszałam od wielu recenzentów. Postanowiłam więc nie oczekiwać od książki niczego. Nastawić się, że może nie być ona geniuszem i po prostu dać jej szansę. I to właśnie polecam zrobić każdemu. Wypożyczyć z biblioteki, pożyczyć od znajomego i dać książce szanse.

Byliśmy łgarzami to naprawdę inteligentna powieść. Do tego króciutka, zapewniam, że wielu umili letnie wieczory! Polecam tym, którzy jeszcze nie czytali, a do tych, którzy są już po lekturze: jak wrażenia?

Moja ocena: mocne 7/10

Do napisania, trzymajcie się:*

czwartek, 25 czerwca 2015

KRÓL KRUKÓW – MAGGIE STIEFVATER

 Czy wszyscy zabierają się za Króla Kruków długo? Serio, gdzie nie pójdę tam mówią, że nie mogli się jakoś tak zmobilizować, a potem BAM! Świetne! No... i właśnie to samo było ze mną.

Na początku poznajemy Blue Sargent, nastoletnią mieszkę jasnoniebieskiego domu przy Fox Way 300, pełnego wróżek, które razem z jej matką zarabiają na przepowiadaniu. W gruncie rzeczy wszystkie są z jej rodziny i wszystkie oprócz niej posiadają dary nadprzyrodzone. Kiedyś, wróżąc Blue, zgodziły się co do jednego: jeśli pocałuje mężczyznę, którego naprawdę kocha, ten umrze.

Gansey, wraz z trójką swoich przyjaciół - Adamem, Ronanem i Noahem, pojawią się w jej życiu nagle lecz zupełnie nieprzypadkowo. Wszyscy uczęszczają do Aglionby - elitarnej szkoły dla chłopców i Blue za wszelką cenę stara trzymać się od nich z daleka, bo tak mówią jej zasady. Chłopcy z Aglionby są be. Niestety udaje jej się to tylko przez chwilę, a potem zostaje wciągnięta w ich wielką, osiemnastomiesięczną zagadkę łamane przez misję - odnaleźć Glendowera.

Lubiła czuć się potrzebna, ale czasem wolałaby, żeby słowo "potrzebna" nie kojarzyło jej się tak bardzo z wyrazem "użyteczna".

Przyznam, że na początku lektury byłam sceptycznie nastawiona, ale przy czytaniu trzymało mnie to, że strasznie szybko pochłaniałam kolejne strony. Przy setnej zaczęło mi się naprawdę podobać, przy dwieście pięćdziesiątej wiedziałam, że muszę skończyć ją jeszcze tego samego dnia, bo nie wytrzymam z ciekawości, a od (uwaga, dokładnie:) trzysta trzydziestej strony wręcz skakałam po łóżku. Tak samo zresztą, jak po zamknięciu książki. Nie spodziewałam się tego. Nie wiem, czy ostatnimi czasy jakaś książka tak bardzo wciągnęła mnie w swój wyimaginowany świat.

Mianowicie świat przedstawiony jest cudowny. Nie wiem, czy to w zasadzie prosty język pani Stiefvater, czy zwykła zwykłość dobrej książki, ale zostałam dosłownie wciągnięta. Opisy nie były przytłaczające, a jednak na tyle dokładne, żeby móc stworzyć sobie w wyobraźni piękny obraz miejsc, w których rozgrywała się akcja. Ja w sumie nie wiem, co mam powiedzieć, naprawdę. Mam ochotę krzyczeć, żebyście czytali, koniecznie koniecznie koniecznie!


Żeby nie spojlerować, ale jednak trochę o bohaterach powiedzieć: wszyscy są różni. Ekscentryczna, ale rozważna Blue, niezwykle mądry, a momentami strasznie bezmyślny Gansey, tajemniczy i wybuchowy (oraz zabawny) Ronan, pełen kompleksów, ale pewien siebie Adam oraz cichy Noah. I, za co jestem niezmiernie wdzięczna(!!!), nie ma tutaj haremu na jedyną, główną bohaterkę, a przynajmniej póki co...

Jedyny minus, który gdyby pewnie tak często się nie powtarzał minusem nie był, ale niestety zaczęło mnie to irytować. C z ę s t e p o d k r e ś l a n i e w y r a z ó w s p a c j a m i m i ę d z y l i t e r a m i. UGH. Jednak dało się to znieść na rzecz całej reszty.

To by było na tyle. Król Kruków mnie oczarował. Powiem wam też, że ja po skończeniu tego, pierwszego tomu, od razu zaczęłam drugi, który swoją drogą udało mi się kiedyś dorwać na promocjach w Auchanie, za wręcz śmieszne pieniądze, polecam poczaić się tam za książkami!

Króla kruków polecam niezmiernie jeśli chociaż trochę was zaciekawił. A może już czytaliście? Co sądzicie?

Moja ocena: 9/10

Do napisania i trzymacie się ciepło, bo ostatnio lato takie lato, że bardziej jesień:*

słowem wstępu, czyli to czego nie lubię

Witam!

Cieszę się, że jakimś cudem znalazłeś się właśnie tutaj czy to z przypadku, czy chęci. Jeśli masz ochotę zostać na dłużej będzie mi niezmiernie miło.

Nie wiem, jak zacząć, nie lubię się witać, to troszeczkę niezręczne. Nazywam się Oliwia, przezwiska nie posiadam, a nazwisko nie będzie tutaj potrzebne. Czy uwierzysz, gdy powiem, że ten blog ma już kilka dobrych lat, a ja dopiero teraz decyduję się publikować? Tak właśnie wygląda sytuacja - straszny ze mnie tchórz. Jednak czasami przemawia przeze mnie bardzo silna potrzeba wyrzucenia z siebie tych emocji. Kiedy kończę jakąś książkę, chcę podzielić się z kimś wrażeniami, a wierzcie lub nie - nie mam nikogo kto chciałby słuchać akurat o tym, nic poza blogiem mi nie pozostało.

No i właśnie zdecydowałam się podzielić ze światem, mniejszym lub większym, swoimi wrażeniami i przemyśleniami. Już tłumaczę. Chciałabym umieszczać tutaj opinie (podkreślam o p i n i e) na temat niektórych przeczytanych książek.  Próbowałam już nie raz i wiem, że recenzji pisać to ja raczej nie potrafię. Nie ważne ile poradników się nie nasłucham i nie naczytam. Dlatego będą to tylko i wyłącznie moje opinie. Jak to mówi Anita z bookreviews: paplando.

MUSZĘ ZAZNACZYĆ, ŻE BĘDZIE TO RACZEJ SUBIEKTYWNE, OKEJ.

Właśnie mi się przypomniało, że pan na historii kiedyś tam powiedział, że nie powinno się witać ludzi rzucając witam, bo to, jak pokazywać, że jesteśmy ponad nimi. To miało jakiś związek ze szlachcicami, nie pamiętam.
Więc dla sprostowania: Cześć! W zasadzie to czuję się raczej pod wami aniżeli ponad.