piątek, 3 lipca 2015

ZABIĆ DROZDA – HARPER LEE


Po świecie krąży legenda o wspaniałej książce pełnej współczucia, nauki o dorastaniu oraz ludzkiej godności. Zabić drozda to bez wątpienia ponadczasowy klasyk, za którego czytanie wzięłam się o kilka lat za późno.

Akcja powieści rozgrywa się w latach trzydziestych ubiegłego wieku,  na ulicach małego, sennego miasteczka Maycomb w stanie Alabama. Mała dziewczynka, Louise "Smyk" Finch już od pierwszej strony wprowadza nas swoimi oczami w swój dziecięcy świat. Przedstawia nam, nie koniecznie proste, życie mieszkańców Maycomb. Ich rodziny, relacje, zwyczaje, nawyki czy też na przykład zasady jakimi kierują się przez życie.

Muszę wam powiedzieć, że bardzo ciężko przychodzi mi opisanie i ocenienie tej lektury. Pisze coś, a potem zastanawiam się, czy to jednak nie spoiler. Czy może to właśnie nie jest plus lub minus. Ciężko jest mówić o takich książkach. Postawię więc na konkrety.

Dorastając pod jednym dachem ze swoim bratem Jem'em, pod opieką ojca Atticusa - pięćdziesięcioletniego adwokata oraz czarnoskórej kucharki Cel, Smyk już w swoim podstawówkowym wieku jest bardzo oczytana i mądra. Jednak niech was to nie zniechęci! Harper Lee przedstawiła małą bohaterkę, która widzi świat takim jaki widza go dzieci. Nie jest małym dorosłym, czytając nie ma się wrażenia, że autorka na siłę starała się być dzieckiem. Smyk jest dojrzała, ale nie rozumie wielu rzeczy, zadaje też bardzo dużo pytań. Uczy się w trakcie powieści i my uczymy się razem z nią. Jest to wspaniałe uczucie, pozwalające jeszcze bardziej wejść w buty dziewczynki. Nie przesadzam.

Relacja Symka i Jema jest fenomenalna. Są nierozłączni. Byłam tym bardzo mile zaskoczona (choć może to normalne? Nie mam doświadczenia w stosunkach z bratem) i zdecydowanie działało to na plus. Wracając. Smyk i Jem robią prawie wszystko razem. W trakcie wakacji dołącza do nich jeszcze przyjaciel Dill. I tutaj pojawia się następna ważna sprawa: cała trójka od najmłodszych lat, zafascynowana swoimi sąsiadami, a w szczególności jednym, stara się wybawić go z domu.


Wszystko jest wyjątkowo zwyczajne, aż pewnego dnia spokojne życie Finchów staje na głowie, kiedy Atticus decyduje się bronić czarnoskórego Toma, który oskarżony został o gwałt na białej dziewczynie. Sprawa, ze względu na pochodzenie oskarżonego, z góry skaza jest na porażkę, a mimo to adwokat nie kieruje się uprzedzeniami, jak większość społeczeństwa (bo przypominam, że były to lata trzydzieste), a uważa, że jego obowiązkiem jest bronienie Toma i powinien robić to najlepiej jak tylko potrafi.

I wtedy z co po niektórych osób z miasteczka wychodzą ciekawe tajemnice.

Całą historię możemy podzielić na przed procesem, w jego trakcie i po nim. W tych trzech poszczególnych etapach rodzina Finchów jest inaczej postrzegana, a my możemy również zobaczyć na kogo mogła ona liczyć, a na kogo nie.

Odważny jest ten, kto wie, że przegra, zanim jeszcze rozpocznie walkę, lecz mimo to zaczyta i prowadzi ją do końca bez względu na wszystko.

Osobiście pokochałam Atticusa tak bardzo, że nawet w momentach, w których ciężko było mi się wziąć za lekturę, bo pomimo tego, że Zabić Drozda jest piękne, jest też dosyć trudną książką, robiłam to, żeby wiedzieć czy z Atticusem wszystko w porządku. O Boże.

Ale! Nie tylko Atticus był tutaj skarbem. Bohaterowie to więcej niż połowa Zabić Drozda. Niektórych się lubi, niektórych szanuje, a jeszcze innych jest się ciekawych. To działa jak magnes. Przynajmniej w moim przypadku ciekawość nie dawała oderwać się od książki.

Czytając dużo się śmiałam, nawet troszeczkę pochlipałam, Bardzo podobało mi się też to, że Zabić Drozda jest prawdziwe. Strasznie życiowe. Historia, która miała miejsce na kartach tej powieści, mogła mieć miejsce również w prawdziwym życiu, właśnie w tych konkretnych latach trzydziestych lub później. 

Polecam tę książkę wszystkim, którzy jeszcze jej nie czytali, jak i również tym, którzy czytali dawno temu - warto odświeżać! Muszę jeszcze dodać, że naprawdę nic by się nie stało, a nawet stało się lepiej, gdyby to takie lektury obowiązywały w polskich szkołach. Dziękuję.

Zabić Drozda to dobra odskocznia od fantastycznych lub tych odmóżdżających powieści. I nawet jeżeli zawiera dosyć oczywiste i znane nam wszystkim prawdy to przeczytanie ich i tak daje do myślenia. 

Dziękuję wam i miłego weekendu!:*

Trzymajcie się chłodno, zapowiadają 37 stopni w cieniu!

sobota, 27 czerwca 2015

TAG: czytelnicze nawyki


Jeśli ktoś tu kiedyś jest to witam bardzo serdecznie!

Tag jest stary, krąży po YT, po blogach, w booksferze go sporo. I przyszło mi na myśl, że może,
może kiedyś.
Tylko może.
Jeśli ktoś tutaj wstąpi to będzie chciał się czegoś o mnie dowiedzieć? No i nie ukrywajmy - robienie tagów to dobra rozrywka dla mnie. Hehe.

Tak więc, pomimo, że miło byłoby podzielić się swoimi czytelniczymi nawykami z kimś, ja zrobię to z bezludnym światem Książkowych Perorów. Zapraszam bezludny świecie!

Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania? 
Nie koniecznie. Najczęściej podsuwam sobie fotel pod (otwarte) okno i opatulam się kocem. Kocham czytać przy naturalnym świetle, jednak, kiedy jest już ciemno albo mama nie udostępni mi fotela, bo niestety muszę zabierać go z dużego pokoju, czytam w łóżku. Tam spędzam godziny wbita w róg z poduszką za plecami.

Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru?
Jeśli mówimy o takiej profesjonalnej, pięknej zakładce to żadnej nigdy nie miałam, ale jeśli o takich prostokątnych kawałkach sztywnego papieru - zazwyczaj mam go w książce, więc raczej tak, używam zakładki. Chociaż zdarzają się świstki papieru, długopisy, lub przypadkowe przedmioty.

Czy możesz po prostu skończyć książkę, czy musisz dojść do końca rozdziału lub okrągłej liczby stron?
Mogę od razu skończyć książkę.

Czy pijesz lub jesz w trakcie czytania książki?
Piję, ale raczej nie jem, Chyba, że książka jest tak genialna, że ABSOLUTNIE nie mogę się oderwać.

Czy jesteś wielozadaniowa? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film w trakcie czytania?
Potrafię, ale tego nie robię. Nie lubię. Wolę całkowicie skupić się na świecie przedstawionym. Ewentualnie słucham soundtracków podczas czytania (i mam na myśli taki soundtracki melodyjne, orkiestrowe, no wiecie), ale to właśnie żeby odciąć się od reszty świata i żeby żadne dźwięki z zewnątrz lub głosy mi nie przeszkadzały.

Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Generalnie to jedną, ale zdarza mi się też rozpocząć drugą. Na przykład kiedy czytam jakieś, wyjątkowo nużące, tomiszcze, wybieram jeszcze jedną, lekką książkę, przy której trochę odetchnę.

Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Cóż, tutaj odpowiedź jest trudna, bo ja mało z domu wychodzę. Ale no czytam w poczekalniach, w szkole, czasem jak pojedziemy z mamą do szkółki leśnej, posiedzieć na świeżym powietrzu to tam czytam. Tak właściwie takie czytanie wśród drzew kocham najbardziej.
Jednak głównie czytam w domu.

Czy czytasz na głos, czy w myślach? 
I to, i to. Na głos to najczęściej kiedy nie mogę przyswoić jakiegoś tekstu, ale też jeśli mam jakąś taką obezwładniającą potrzebę usłyszenia tego, co akurat przeczytałam.

Czy czytasz naprzód, sprawdzasz zakończenie lub pomijasz fragmenty książki?
Naprzód to tylko tak sobie czasem lekko kartkuję, kiedy chcę zobaczyć, czy bohater, którego pokochałam nie umarł. Zakończeń nie sprawdzałam chyba nigdy, a fragment pominęłam raz, ale wolę nie wspominać w jakiej książce, bo wszyscy ją kochają. Pomijanie fragmentów nie jest u mnie powszechne, ale zdarza się, kiedy bohater lub narrator powtarza coś po raz setny i jA JUŻ NAPRAWDĘ UGH.

Czy zginasz grzbiet książki?
Lubię, kiedy widać, że książki były czytane. Mój Harry Potter, na przykład, mimo, że wiekowy i przeszedł przez wiele rąk, wygląda jakby czytany był ledwo raz. I wcale mi się to nie podoba, no nie wiem. Jednak są książki tak piękne, gdzie za nic nie dam wygiąć grzbietu!

To wszystko. Mam nadzieję, że w tekście nie porobiłam jakiś rażących błędów, bo muszę uciekać i nie zdążę nic poprawić. Aha! I jeśli ktoś chciałby podzielić się ze mną swoimi nawykami - zapraszam. 
Trzymajcie się:*

piątek, 26 czerwca 2015

BYLIŚMY ŁGARZAMI – E. LOCKHART


Baaardzo dużo osób wypowiadając się o Łgarzach czuło się rozczarowanych. A mnie wydaje się, że ludzie źle podchodzą do tej pozycji i niepotrzebnie z góry czegoś oczekują.

Od początku. Rodzina Sinclairów. Piękni, bogaci, wychowani, jednym słowem idealni. Jednak, jak można się domyśleć, to tylko pozory. Bowiem każda księżniczka ma swoje tajemnice.

Cadence - główna bohaterka i zarazem narratorka oraz członkini tytułowych łgarzy - przedstawia nam świat oczyma zniszczonej bogactwem i chorobą nastolatki, która stara żyć tak, jak kiedyś, ale przede wszystkich sprzeciwia się tradycjom i ogólnoprzyjętym zwyczajom Sinclairów. Byliśmy łgarzami to przykład idealnej rodzinki przybierającej maski w zależności od okazji. Nikt tutaj nie jest prawdziwy.

Nie akceptuj zła, które możesz zmienić. 

Boję się dużo mówić, żeby nie zaspoilerować niczego, bo o to tutaj nie trudno. Muszę wspomnieć, że książka ta jest zaplanowana od A do Z. Uświadomiłam sobie to po przeczytaniu ostatniej strony - tutaj każde zdanie miało znaczenie. Naprowadzało nas.

To czy treść Byliśmy łgarzami będzie miała dla kogoś jakąś wartość zależy, wydaje mi się, tylko od tej osoby. Dla niektórych zapewne tylko egzaltowana nastolatka zaznaczyłaby sobie w niej jakiś fragment, a dla innych - takich jak ja na przykład - znajdzie się kilka ciekawych cytatów. Takich, powiedziałabym, ukrytych perełek.

Ważna lub nawet i najważniejsza jest w tej książce tajemnica. Rozwiązanie jej przychodzi dość późno, ale pod żadnym pozorem nie jest to minusem! Akcja cały czas brnie do przodu, pod koniec tyle się dzieje, że to wręcz silnie w nas uderza i - w moim przypadku - szokuje. Do tego WIELKI plus: styl autorki, który jest... piękny. Lockhart wręcz w hipnotyzujący sposób bawi się językiem, przy czym nie używając męczącego słownictwa. Używa wielu metafor, które bywają mylące. Naprawdę nie mogłam się oderwać.

Do Byliśmy łgarzami podchodziłam chwilę. Przede wszystkim przez te wszystkie rozczarowania, o których słyszałam od wielu recenzentów. Postanowiłam więc nie oczekiwać od książki niczego. Nastawić się, że może nie być ona geniuszem i po prostu dać jej szansę. I to właśnie polecam zrobić każdemu. Wypożyczyć z biblioteki, pożyczyć od znajomego i dać książce szanse.

Byliśmy łgarzami to naprawdę inteligentna powieść. Do tego króciutka, zapewniam, że wielu umili letnie wieczory! Polecam tym, którzy jeszcze nie czytali, a do tych, którzy są już po lekturze: jak wrażenia?

Moja ocena: mocne 7/10

Do napisania, trzymajcie się:*

czwartek, 25 czerwca 2015

KRÓL KRUKÓW – MAGGIE STIEFVATER

 Czy wszyscy zabierają się za Króla Kruków długo? Serio, gdzie nie pójdę tam mówią, że nie mogli się jakoś tak zmobilizować, a potem BAM! Świetne! No... i właśnie to samo było ze mną.

Na początku poznajemy Blue Sargent, nastoletnią mieszkę jasnoniebieskiego domu przy Fox Way 300, pełnego wróżek, które razem z jej matką zarabiają na przepowiadaniu. W gruncie rzeczy wszystkie są z jej rodziny i wszystkie oprócz niej posiadają dary nadprzyrodzone. Kiedyś, wróżąc Blue, zgodziły się co do jednego: jeśli pocałuje mężczyznę, którego naprawdę kocha, ten umrze.

Gansey, wraz z trójką swoich przyjaciół - Adamem, Ronanem i Noahem, pojawią się w jej życiu nagle lecz zupełnie nieprzypadkowo. Wszyscy uczęszczają do Aglionby - elitarnej szkoły dla chłopców i Blue za wszelką cenę stara trzymać się od nich z daleka, bo tak mówią jej zasady. Chłopcy z Aglionby są be. Niestety udaje jej się to tylko przez chwilę, a potem zostaje wciągnięta w ich wielką, osiemnastomiesięczną zagadkę łamane przez misję - odnaleźć Glendowera.

Lubiła czuć się potrzebna, ale czasem wolałaby, żeby słowo "potrzebna" nie kojarzyło jej się tak bardzo z wyrazem "użyteczna".

Przyznam, że na początku lektury byłam sceptycznie nastawiona, ale przy czytaniu trzymało mnie to, że strasznie szybko pochłaniałam kolejne strony. Przy setnej zaczęło mi się naprawdę podobać, przy dwieście pięćdziesiątej wiedziałam, że muszę skończyć ją jeszcze tego samego dnia, bo nie wytrzymam z ciekawości, a od (uwaga, dokładnie:) trzysta trzydziestej strony wręcz skakałam po łóżku. Tak samo zresztą, jak po zamknięciu książki. Nie spodziewałam się tego. Nie wiem, czy ostatnimi czasy jakaś książka tak bardzo wciągnęła mnie w swój wyimaginowany świat.

Mianowicie świat przedstawiony jest cudowny. Nie wiem, czy to w zasadzie prosty język pani Stiefvater, czy zwykła zwykłość dobrej książki, ale zostałam dosłownie wciągnięta. Opisy nie były przytłaczające, a jednak na tyle dokładne, żeby móc stworzyć sobie w wyobraźni piękny obraz miejsc, w których rozgrywała się akcja. Ja w sumie nie wiem, co mam powiedzieć, naprawdę. Mam ochotę krzyczeć, żebyście czytali, koniecznie koniecznie koniecznie!


Żeby nie spojlerować, ale jednak trochę o bohaterach powiedzieć: wszyscy są różni. Ekscentryczna, ale rozważna Blue, niezwykle mądry, a momentami strasznie bezmyślny Gansey, tajemniczy i wybuchowy (oraz zabawny) Ronan, pełen kompleksów, ale pewien siebie Adam oraz cichy Noah. I, za co jestem niezmiernie wdzięczna(!!!), nie ma tutaj haremu na jedyną, główną bohaterkę, a przynajmniej póki co...

Jedyny minus, który gdyby pewnie tak często się nie powtarzał minusem nie był, ale niestety zaczęło mnie to irytować. C z ę s t e p o d k r e ś l a n i e w y r a z ó w s p a c j a m i m i ę d z y l i t e r a m i. UGH. Jednak dało się to znieść na rzecz całej reszty.

To by było na tyle. Król Kruków mnie oczarował. Powiem wam też, że ja po skończeniu tego, pierwszego tomu, od razu zaczęłam drugi, który swoją drogą udało mi się kiedyś dorwać na promocjach w Auchanie, za wręcz śmieszne pieniądze, polecam poczaić się tam za książkami!

Króla kruków polecam niezmiernie jeśli chociaż trochę was zaciekawił. A może już czytaliście? Co sądzicie?

Moja ocena: 9/10

Do napisania i trzymacie się ciepło, bo ostatnio lato takie lato, że bardziej jesień:*